niedziela, 13 października 2013

Granada (DZIEŃ 11)

Dziś miał być post pod tytułem Granada - wybrzeże, ale uzupełniamy posty i się zasiedzieliśmy :P Po za tym kierowca z blablacar jedzie jutro przez Granadę do Polski i może wziąć naszą paczkę. Karola i Carlos wyjeżdżają, więc jemy wspólne śniadanie oglądając paradę w hiszpańskiej telewizji. Jest Święto Narodowe Hiszpanii. Pomiędzy maszerującymi żołnierzami pałęta się koza. Reakcja Agaty i Karoliny zahacza o wtf?, ale Carlos, Manuel i ich znajomi mówią, że to jakiś symbol :)

Skun idzie rano do Lidla zdobyć karton i przy okazji kupuje coś na śniadanie, obiad i kolację :) Zdobycie kartonu wcale nie jest takie łatwe, bo owy Lild wyposażony jest w armię pań które zaraz po wyłożeniu towaru na półkę je drą :) Podbiega do kasy, "zarąbuje" jeden i oddala się czym prędzej.....po makaron :)

Przepakowujemy się i przygotowujemy paczkę. Agatka idzie po zakupy do Lidla (skun ma zachciewajkę na donuty) i udaje jej się pogadać chwilę dłużej  z kasjerem po hiszpańsku :)

Jutro wybrzeże, a następne wpisy - za jakiś czas :) Choć, o ile nam się to uda, będziemy starać się w knajpkach (:P) łapać Wi-Fi i wrzucać foty z telefonu :) Także bądźcie czujni niczym Waszki G :)

PS: Rafal zrobil obiad :).

1 komentarz:

  1. Właśnie prześledziłam razem z Mamą całego bloga:) dzięki Morcie i Skunie:D dawno nie widziałam jej tak roześmianej;) trzymamy kciuki za dalszą podróżz chłodnego już Koszalinka. Usycham z tęsknoty i toczę wewnętrzną walkę zazdrości z radością:P Dobranocka:*

    OdpowiedzUsuń